• Rafał Kozłowski

Co nie tak jest z odpowiedzią Głównego Trenera KNSiS?

Zaktualizowano: 5 gru 2021

Subiektywna odpowiedź na tłumaczenia Głównego Trenera KNSiS Polskiego Związku Judo Pana Mirosława Błachnio opublikowane tutaj.

Ponoszę odpowiedzialność za swoje porażki i za własną decyzję o współpracy ze sztabem szkoleniowym Polskiego Związku Judo pod przewodnictwem Pana Mirosława Błachnio.


Spis treści

1. Krótki ogląd sytuacji

Ogólnie o odpowiedzi

O błędach „opozycji”

Subiektywność wszystkich odpowiedzi

2. Szczególnie

„Szczytowy okres możliwości biologicznych w wieku 25 lat”

Indywidualizacja? Nie słyszałem, nie widziałem

„Liczba dni szkoleniowych dla najlepszych w KN to w praktyce mniej niż 100”

Nieformalny lider kadry

Współpraca z psychologiem

Współpraca z trenerem przygotowania motorycznego

Kolejki do fizjoterapeutów / brak obecności na treningach technicznych

Monitoring zawodniczy

Patologia braku zaufania — (bez)wartościowość monitoringu

Patologia braku zaufania — „paranoja”

Zachowanie zawodników/czek, którzy podpisali list

Umniejszanie sprawie powołań na MŚ w 2019 roku

Trener widzi problem, że zawodnik pracuje

Pan co sponsora odstraszał

O wynagrodzeniu dla przyszłego Prezesa

3. Dot. autora

„Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą”

Magia BPS

Co z Głównym Trenerem KNSiS można było wynegocjować?

Koniec mojego bytu w KN

Podsumowanie współpracy z obecnym Głównym Trenerem KNSiS

Jak było przed Panem Błachnio?

4. Myśl końcowa

Formalnie wszystko się zgadza

Powszechne zdziwienie

Co wynika z listu zawodników i zawodniczek?

...ale co wspólnego z tym ma obecny Prezes PZJudo?

5. Zakończenie


1. Krótki ogląd sytuacji

Ogólnie o odpowiedzi

Wbrew większości uważam, że jest to niezła odpowiedź, wręcz najlepsza wypowiedź Głównego Trenera KNSiS, jaką widziałem. Wprowadzająca zamieszanie, Facebook'owo poparta przez osoby z bliskiego środowiska Pana Błachnio, mająca na celu zdyskredytowanie głównego rywala obecnego Prezesa w walce o reelekcję.


Cała odpowiedź krąży wokół prawdy i niedopowiedzeń, gdzie „krąży” jest słowem kluczowym, licząc na to, że niewiele osób znajdzie chęć rzetelnie skonfrontować rzucane „argumenty”. Rzucane to dobre słowo, bo nawet osoba pisząca wskazaną odpowiedź potrafiła zagubić się w jej treści.


O błędach opozycji

Przyznaje też, że większość środowiska judo w Polsce prawdopodobnie zbyt mocno wzięła sobie do serca maksymę „ustąp, aby zwyciężyć”, w poczuciu, że „jakoś się uda” zamiast stanowczo protestować od razu. Niemniej zwracam też uwagę, że wszystko po czasie oceniać jest łatwiej, a ówczesny poziom wiedzy i świadomości był mniejszy od obecnego.


Subiektywność wszystkich odpowiedzi

Obecnie zarówno Główny Trener KNSiS, jak i wszyscy pozostali zdają sobie sprawę, że niemal wszystko, co jest przedmiotem kontrowersji, jest zdecydowanie cięższe do udowodnienia i wymaga obszernych analiz wręcz z całego okresu kadencji, na które nikt ani nie ma czasu, ani pieniędzy.


Dlatego od początku zaznaczyłem, że jest to odpowiedź subiektywna. Tak jak większość dostępnych treści jest to słowo przeciwko słowu. Niech zainteresowani sami zdecydują, kogo wersja przemawia do nich bardziej i sprawia wrażenie prawdziwej. Zachęcam również do przeczytania komentarzy innych kadrowiczów tutaj.


2. Szczególnie

„Szczytowy okres możliwości biologicznych w wieku 25 lat”

Po pierwsze, ten „szczytowy okres możliwości biologicznych” odnosi się do wartości przeciętnej dla ogółu populacji, a ogół populacji nie osiąga poziomu olimpijskiego. Jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić.


Po drugie, judo to dyscyplina techniczna, nieuzależniona od parametrów motorycznych tak bardzo, jak np. podnoszenie ciężarów, a nawet tam znajdują się ewenementy złotych medalistów olimpijskich w wieku (!) 37 lat. W judo medalistów IO po 30 roku życia też nie brakuje.


Umniejszanie komuś z racji przekroczenia 30-stki i reprezentowania poziomu sportowego, do jakiego samemu nigdy się nie zbliżyło, jest... przejawem zawiści.


Indywidualizacja? Nie słyszałem, nie widziałem

Tak, tak, Główny Trener Kadry Olimpijskiej wszystkich traktował równo. Masz lat 19 czy 30 (a przecież Trener jest świadomy możliwych różnic „możliwości biologicznych”, patrz tutaj), jesteś po kontuzji czy nie, ważysz 60 czy 130 kg, regulujesz masę ciała do zawodów czy nie regulujesz (czy to może osłabiać?) — plan (objętość, intensywność) dla każdego i zawsze (wyjątek — BPS) jest taki sam — „wszystko na maksa”.


Nie było żadnych praktycznych analiz, kto przegrywał, dlaczego i jak to rozwiązać. Żadnej próby indywidualizacji pracy kadry olimpijskiej. Wśród metod alternatywnych na osiągnięcie zwycięstwa było zagrzewanie do walki hasłami pokroju „a wiesz, co tamta zawodniczka mówiła o twoim chłopaku?”. Jak ten przykład jest niedokładny, to z chęcią go zamienię na ciekawszy. Pozostałe podpowiedzi na zawodach? „Dawaj, dawaj, dasz radę” i niewiele konkretów.

Tłumaczenie przegranych „słabą głową” było standardem. Wygodną wymówką trenera do pozbycia się odpowiedzialności za brak wyniku sportowego.

Cechą charakterystyczną dla filozofii treningowej Pana Błachnio było sprowadzenie każdego zawodnika do „jedynego słusznego modelu” - sztuka jest sztuka. Co na temat sprowadzania każdego zawodnika do „jednego słusznego modelu” w relacji zawodnik-trener mówi literatura naukowa? Że dokładnie tak się nie robi.


„Liczba dni szkoleniowych dla najlepszych w KN to w praktyce mniej niż 100”

Jestem zdecydowanie ponadnormatywny, całe szczęście regularnie zapisywałem akcje szkoleniowe w kalendarzu. Tylko w okresie wrzesień 2018 - sierpień 2019 byłem pod „opieką” Trenera KNSiS ok. 180 dni. Wyrobiłem ponad 180% normy, a Trener Błachnio miał największy wpływ na moją karierę sportową w okresie moich treningów z kadrą. Wyniki tej współpracy po 26 kwietnia 2018 roku można zobaczyć dokładnie tutaj.

Wyniki współpracy z Panem Mirosławem Błachnio
Wyniki współpracy z Panem Mirosławem Błachnio

Tym bardziej ciekawy jest fakt, że Główny Trener KNSiS twierdzi, że zawodnicy spędzają na KN mniej niż 100 dni szkoleniowych w roku, a więc kadra ma mniejszy wpływ na szkolenie niż praca w klubach. Jednocześnie, jeżeli chodzi o sukcesy członków kadry, to Pan Błachnio z dumą wymienia „ciekawostkę”, że 15 z 20 zawodników podpisujących list osiągnęło za jego kadencji największe wyniki w karierze, o tym więcej poniżej.


Nieformalny lider kadry

Byłem w tej kadrze i nie uważam, żeby znajdował się w niej jakiś opiniotwórczy lider. Pan Błachnio oczywiście uwielbia krytykować Macieja Sarnackiego (to chyba już tradycja) i choć zgadzam się, że w ostatnim czasie jego walki nie były obiecujące, to on jako jedyny z kadry męskiej zakwalifikował się dwukrotnie na IO po 2012 roku i na przełomie lat 2017/2018 był w pierwszej dziesiątce (lub wyżej?) rankingu światowego seniorów. A z iloma zawodnikami kadry męskiej osiągnął taki poziom Główny Trener KNSiS? Była kiedyś taka piosenka Lady Pank...


Współpraca z psychologiem

Po pierwsze, jestem świadomy, że dr Marek Graczyk ma swoje wykształcenie i doświadczenie szeroko udokumentowane, a poniższe stwierdzenia są moją subiektywną opinią.


Po drugie, Psycholog KNSiS w żaden sposób nie wzbudził we mnie zaufania przez cały okres współpracy z kadrą. Krótko mówiąc, gdybym jakąkolwiek potrzebę współpracy odczuwał, to moim zdaniem jakiekolwiek obiekcje do procesu szkoleniowego jeszcze tego samego dnia, wraz z moim nazwiskiem, znalazłyby się u Głównego Trenera KNSiS, a ja później mógłbym się zastanawiać, dlaczego zostałem wykreślony z jakiegoś powołania.


Po trzecie, nigdy nie czułem potrzeby takiej współpracy, nie przekonywały mnie zajęcia wykrzykiwania sobie nawzajem wyzwisk do uszu. Biorąc pod uwagę filozofię szkoleniową Pana Błachnio, zwykły sen byłby dla mnie co najmniej kilkukrotnie bardziej zbawienny od zajęć grupowych z psychologiem.


Po czwarte, moim zdaniem dr Marek Graczyk był świadomy atmosfery w kadrze oraz tego, że ewentualny fakt „niechodzenia na zajęcia z psychologiem” był wykorzystywany jako dodatkowy argument w przypadku gdy sztab szkoleniowy szukał „haka” na „niewygodnych”. Takich narzędzi było więcej.


Współpraca z trenerem przygotowania motorycznego

Po pierwsze należy zauważyć, że poziom treningów na siłowni znacząco się podniósł i przynosiły one efekty w postaci dodatkowych kg na sztandze. Inna sprawa, że cały proces szkolenia był często zupełnie zdominowany przez przygotowanie motoryczne, a nie specyfikę sportu docelowego. Czy to rozwiązanie przyniosło uniwersalny sukces?


Po drugie, mam podejrzenia, że objętość i intensywność była mocno „sugerowana” przez Głównego Trenera KNSiS. Można by ją określić słowami „dociążyć jak tylko to możliwe”. Dla przykładu: zdarzało się 6 jednostek ciężkiej siły maksymalnej (1,5-2 godz.) w jednym tygodniu, jeżeli pamięć mnie zawodzi, proszę mnie poprawić.


Również pogoń za każdym dodatkowym kg za wszelką cenę „sukcesu” objawiała się na przykład „kocim grzbietem” przy wykonywaniu martwego ciągu z maksymalnym obciążeniem, patrz tutaj. Czy jest to warte ryzyka?


Żeby nie było, nie czepiam się prowadzącego, bo znam realia. Zwracam uwagę na bezpieczeństwo i kontekst tego, że w całym tym „systemie” szkolenia nie było żadnej chwili wytchnienia na tym naszym kadrowym okręcie „ORP Przetrenowanie”, dryfującym po trasie COS Spała — COS Zakopane.


Kolejki do fizjoterapeutów / brak obecności na treningach technicznych

Z metodyką centralnego szkolenia czytelnik już został zaznajomiony, czy wobec tego dziwić powinno, że już pierwszego dnia na zgrupowaniach była kolejka do fizjoterapeutów? Dni na zgrupowaniach były tak napchane treningami, że zabiegi u fizjoterapeutów często odbywały się w czasie trwania posiłków, kosztem krótszego snu (regeneracji) pomiędzy treningami.


Liczba obecnych na wybranych treningach technicznych była niska, bo zawodnicy wręcz „modlili się” o czas na regenerację, a trening, nawet techniczny, nie jest odpoczynkiem, szczególnie po 2-3 jednostkach treningowych tego samego dnia.


Fakt, że zawodników było niewielu, świadczy o tym, że liczono na to, że skoro całej grupy nie ma, to sztab szkoleniowy nie wykorzysta tego jako kolejnego argumentu do karania „niesfornych”, kiedy wypadną oni z wizji Architekta Sukcesów Seniorskich.


Monitoring zawodniczy

Monitoring zawodniczy świetnie broni się „na papierze”, to trzeba przyznać.


Realnie nie miał on żadnego wpływu na obciążenia treningowe ani krótkoterminowo, ani długoterminowo. Jak już mówiłem, obciążenia treningowe były jednakowe bez względu na warunki (wyjątek — BPS). O ile dobrze pamiętam, na przestrzeni 1,5 roku współpracy raz wylądowałem na spacerze zamiast treningu, podczas BPS do IE w 2019 roku (o realiach BPS będzie więcej poniżej). Wtedy też pytano mnie „Rafał, czym ty jesteś zmęczony?”.


Bardzo chętnie zobaczyłbym, co wynika z analiz treningowych. Ciekawi mnie jakie wnioski wysnuto na przykład z Izoli z 2019 roku, gdzie, jeżeli uzupełniających kartki kadrowiczów było ok. 20 i każdy z nich wypełniał jedną (lub dwie) strony dziennie przez 3-4 dni, to daje nam to około 70 skropionych potem stron tylko z jednej akcji szkoleniowej.


Kto takie dane zdigitalizował (tętno, dane przeciwników, liczbę rzutów, jakie rzuty, w jakich kierunkach)? Jak je analizowano? Co z tych analiz wniknęło? Bo nigdy nie spotkałem się z żadnym wnioskiem, a przecież byłem tym „ponadnormatywnym”. 180 dni akcji i nigdy nie trafił do mnie żaden wniosek.


Jest to tym bardziej ciekawe, że według Komisji Rewizyjnej Polskiego Związku Judo do tej pory nie istnieje możliwość analizy indywidualnych danych zawodniczych na „platformie elektronicznej”.


Patologia braku zaufania — (bez)wartościowość monitoringu

Brak zaufania zaczynał się na sztabie szkoleniowym i wzrastał po obu stronach, w miarę długości trwania „współpracy”. Pojęcia „zajęć z Panem psychologiem”, „arkuszy treningowych” czy „kwestionariuszy samopoczucia” były często wykorzystywane jak „bat” na „niesfornych”, kiedy trzeba było formalnie udowodnić, że nie pasują do planu Wybitnego Szkoleniowca. Innego zastosowania przez 1,5 roku współpracy z Panem Błachnio nie poznałem.


Patologiczność atmosfery kadrowej gwarantowała również, że chociaż część wypełniających, w obawie, że pozyskane dane zostaną wykorzystane przeciwko nim, fałszowała dobre samopoczucie i brak zmęczenia, aby nie zostać „wykreślonym” z wizji Głównego Szkoleniowca.

Później natomiast było już wszystkim wszystko jedno i wpisywano prawdziwe zmęczenie. Metodyka obciążeń treningowych nie uległa zmianie na żadnym z tych etapów.


Czy wspominałem już, że nikt nigdy nie wytłumaczył, dlaczego i po co jakiekolwiek dane były zbierane? Czy warto łudzić się, że skoro zawodnicy ani nie odczuwali wpływu kwestionariuszy na trening, ani nikt im nie wytłumaczył, dlaczego i po co, to zebrane dane są rzetelne? Przyszłym analizującym życzę powodzenia.


Patologia braku zaufania — „paranoja”

„[…] Sam fakt nastawienia na kilkunastoletnią karierę w KN może budzić podejrzenia, że się oszczędza i trenuje na pół gwizdka. Jest to bardzo wygodny sposób na życie. Kilka źródeł finansowania, wyjazdy na akcje kadrowe, bardziej w celu zmiany klimatu […]”


Sportowo ta teza nie ma żadnego uzasadnienia. Natomiast czy jest to „bardzo wygodny sposób na życie” polemizowałbym, wszystko się urywa w momencie braku wyników sportowych i z dnia na dzień trzeba odnaleźć się w świecie, gdzie nasi rówieśnicy mają już co najmniej kilka lub dekadę lat doświadczenia zawodowego, a my mało lukratywne doświadczenie judoki.


Podejrzenia to słowo klucz w zrozumieniu Głównego Trenera KNSiS. Liczba jego podejrzeń była (prawdopodobnie) nieskończona. Od regularnego zarzucania zawodnikom leserstwa i tego, że w klubach nie trenują, do indywidualnych sugestii o to samo. Czy te słowa w ogóle miały pokrycie? Pan Błachnio w rozmowie z moim trenerem klubowym usłyszał, parafrazując, że „klub ma mniejszy wpływ na szkolenie Rafała, bo przecież go tam prawie w ogóle nie ma” i na podstawie właśnie takiej wiadomości wyciągnął wniosek, że Rafał Kozłowski w klubie nie trenuje, bo (?!) „twój trener klubowy wygadał się przez telefon”. Tłumaczenie, że trener klubowy mówił o sytuacji, w której ja ok. 180 dni przez 12 miesięcy spędzam na akcjach KN, a do tego dochodzą jeszcze takie wyjazdy jak Uniwersjada, Bundesliga, zawody krajowe i dni transportowe, nie było przekonujące.


Zdaniem Głównego Trenera KNSiS regularnie zawodnicy KN w klubach nie trenowali, więc trzeba było te dni nadrobić większą liczbą treningów na zgrupowaniach (?!). Tym samym, Pan Błachnio, jako wykształcony i doświadczony trener, wrzucał wszystkich zawodników w jeden wir radykalnie wysokich obciążeń treningowych, licząc chyba na to, że za karę ci słabiej wytrenowani dostaną „urazu sprawiedliwości”.


To, jak gwałtowne zwiększenie intensywności i objętości treningowej wpływa na urazy, wyjaśnia m.in. współczynnik ACWR, który, tak jak inne metody, nie jest idealny, ale może służyć za wyjaśnienie około 53% urazów przeciążeniowych. Narzędzia do jego wyliczenia były dostępne.


Jeszcze jedno przypomniał mi w swojej wypowiedzi Patryk Wawrzyczek. Miałeś kontuzję? Traktowano cię jak oszusta i wywierano ciągłą presję na jak najszybszy powrót do maksymalnych obciążeń.


Zachowanie zawodników/czek, którzy podpisali list

Cytuję z odpowiedzi Głównego Trenera KNSiS (pisownia oryginalna):

„[...] Ostatni przykład, w piątek ukazuje się list zawodników a w sobotę na prowadzony przez mnie trening w COS Cetniewo przychodzi i trenuje kilku zawodników, którzy się podpisali: D.Szwarnowiecki, S.Marcinkiewicz, D.Stepień, K.Pieńkowska. Grzecznie się witają i ani słowa o liście i zgłoszonych zarzutach, trenują i wychodzą zadowoleni. Nie żywią urazy a przynajmniej nie dają tego poznać. Może zostali postawieni pod ścianą [...]


„[...] Możemy się różnić w poglądach ale elitę polskiego sportu podstawowe formy grzecznościowe (dzień dobry, dziękuję) powinny obowiązywać. [...]”


Jak do tego doszło? Nie wiem.


Umniejszanie sprawie powołań na MŚ w 2019 roku

[...] Główny zarzut pozwu, że brak startu w MŚ 2019 przekreślił szanse zawodników na olimpijski występ, stracił rację bytu. Cała trójka miała w 2021 roku wiele szans na zdobycie punktów łącznie z ME, „dodatkowymi” MŚ 2021 + 5 Grand Slamów. [...]”.

Pan Błachnio odpowiada na zarzut jaki, sam sobie stworzył. Zarzut zablokowania powołań na MŚ w 2019 roku jest i pozostanie aktualny, bo dotyczy on świadomej decyzji Głównego Trenera KNSiS o sabotażu procesu kwalifikacji olimpijskich. Ten turniej, w tamtym czasie, był najważniejszym z perspektywy kwalifikacji do IO Tokio 2020, a to, że Pan Błachnio broni się faktem, że po raz pierwszy w historii przeniesiono realizację Igrzysk Olimpijskich i kwalifikacje wydłużyły się z 2 do 3 lat, jest... absurdem.


Trener widzi problem, że zawodnik pracuje

Główny Trener KNSiS w swojej wypowiedzi wyraża swoje niezadowolenie, że zawodnik nie stawił się na zgrupowanie, bo prowadził zajęcia z dziećmi. Powtarzam, Główny Trener KNSiS wyraża swoje niezadowolenie, bo zawodnik pracuje na swoje utrzymanie.


PZJudo nie ma pomysłu jak sprofesjonalizować swoją dyscyplinę sportu i na pewno nie jest to łatwe, ale przecież żaden zawodnik nie rzucałby się na prowadzenie treningu dzieci, gdyby miał możliwość kontynuowania swojej kariery za wynagrodzenie. Piętnowanie osób, które pracują lub uczestniczą w ligach zagranicznych, nie rozwiązuje problemu.


Pan co sponsora odstraszał

Czy naprawdę sponsor zrezygnował, bo ktoś parę razy stwierdził, że „polskiemu judo sponsor się nie należy”? Brzmi to bardzo przekonująco. Może warto, aby taka właśnie opiniotwórcza osoba pełniła funkcję Prezesa Polskiego Związku Judo.


O wynagrodzeniu dla przyszłego Prezesa

Sugerowanie, że wynagrodzenie dla Prezesa to pół miliona mniej na szkolenie jest krótkowzroczne. Raz, że następna kadencja trwa raczej krócej niż 4 lata. Dwa, że budżet Związku to nie jest gra o sumie zerowej, przyciągnięcie środków zewnętrznych rozwiązuje ten sztuczny problem, a przecież niektórzy mają ponoć sponsorów na skinienie. Trzy, stanowisko Prezesa jest pracą jak każda inna. Najważniejsze są jej efekty.


3. Dot. autora

„Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą”

Nie wiem, czy mnie Pan Błachnio wrzucił do swojej listy 15 z 20 zawodników z listu, która miała jakoby osiągnąć najlepszy wynik sportowy w karierze za jego kadencji, ale mogę czytających uspokoić, że jeżeli tak, to akurat w zalezieniu się w 1/8 finału MŚ i w zdobyciu Mistrzostwa Polski jego wkład był niewielki.


Szkoląc się według wizji Pana Błachnio, zaliczyłem regres w całym okresie przygotowań. Nie rozwijałem się, a nadmierne przeciążenia powodowały, że prezentowałem się poniżej tego, co już miałem za sobą wypracowane. Wyjątkiem gdzie mogłem zaprezentować swoją generalną stagnację, były BPSy do MŚ w 2018 i IE w 2019 roku, a także po jednej interwencji trenera klubowego.


Interwencja trenera klubowego dotyczyła momentu, w którym to Pan Błachnio, zawodnikowi, który każdorazowo regulował 3-5 kg do startu, o niskim procencie tkanki tłuszczowej, zaplanował 3 starty, w następujących po sobie 3 tygodniach, w międzyczasie z campem międzynarodowym oraz z zaleceniem, aby nie zwalniać i brać wszystko z marszu. Mowa o Grand Slam Dusseldorf, European Open w Warszawie i Grand Prix w Marrakeszu w roku 2019. European Open? Tak, tak, ten start był zupełnie nieistotny z perspektywy kwalifikacji IO, ale zapewne celem miało być zwiększenie szansy na dobrą prezencję przed Ministerstwem.


Po interwencji i rezygnacji z EO, w Marrakeszu czułem się dobrze, wygrałem dwie walki, przegrałem decydującą trzecią. Moja odpowiedzialność. Notabene przegrałem z rywalem, z którym już wcześniej przegrałem dwukrotnie, to tak w kwestii stagnacji.


Magia BPS

Dlaczego na 12 startów międzynarodowych byłem przygotowany właściwie 3 razy? Ponieważ jedyne racjonalne dopasowywanie obciążeń treningowych miało miejsce podczas BPS do zawodów rangi mistrzowskiej międzynarodowej.


W 2018 roku tytuł Mistrza Polski wywalczyłem dlatego, że odbywały się one 2 tygodnie po MŚ i kadra, całe szczęście, nie zdążyła w międzyczasie zaplanować żadnego zgrupowania. Natomiast w 2019 roku już takiego szczęścia zabrakło, a od totalnej klęski niewejścia w strefę medalową uratowało mnie szkolenie klubowe, gdzie przez 5 tygodni do MP trenowałem na mniejszych obciążeniach, bo nie byłem w stanie dotrzymać kroku swoim sparingpartnerom klubowym, którzy przecież nie mieli takiego przywileju pracy „z najlepszymi” jak ja.


Co z Głównym Trenerem KNSiS można było wynegocjować?

Z Głównym Trenerem KNSiS wynegocjowałem 4 rzeczy (o ile dobrze pamiętam): dwukrotną rezygnację z pucharów Polski (powody zdrowotne), rezygnację ze wspomnianego EO (chęć przygotowania się do turniejów wyżej rangowanych) i wyjazd na tygodniowe przeszkolenie wojskowe (stworzenie szansy starania się o sportowy etat wojskowy).


Najbardziej uczciwą umową z Trenerem Kadry była ta, że jeżeli na IE w Mińsku (2019) nie wejdę w strefę punktowaną/medalową (nie pamiętam), to nie będę finansowany w startach IJF World Judo Tour. Wyniku nie osiągnąłem i konsekwencje zaakceptowałem, a sama umowa była jednym z nielicznych przejawów profesjonalnego i przejrzystego podejścia organizacyjnego.


Koniec mojego bytu w KN

Z początkiem roku 2020 i nieprzedłużeniem umowy na kolejny rok w programie Team100 (nie mam pretensji, decyzja uzasadniona), podziękowałem za szkolenie kadrowe, nie chcąc tam więcej marnować czasu. Podałem bardziej przyziemne powody dwukrotnie, w celu uniknięcia jakikolwiek możliwych represji w przyszłości, bo plany osobiste miałem niesprecyzowane, a jeszcze w styczniu byłem operowany.


Podsumowanie współpracy z obecnym Głównym Trenerem KNSiS

Szkoląc się z Panem Błachnio, przez 11 miesięcy w roku byłem przeciążony, a pozostały miesiąc stanowił BPS do zawodów rangi mistrzowskiej międzynarodowej. Oprócz tego nie rozwijałem się w jakiś ukierunkowany sposób (być może motorycznie, ciężko stwierdzić, w jakim procencie przekładało się to na judo), akcent treningowy był położony na cechy motoryczne, a ja już wchodząc do kadry, byłem na dobrym poziomie siłowym (np. BSQ ponad 2x masy ciała w 2017 roku). Największe rezerwy miałem w rozwiązaniach technicznych i taktyce walki.


Nikt błędów nie analizował, a nadmierne przeciążenia powodowały, że jedyne, o czym się myślało po powrocie do pokoju to odpoczynek. W takiej skali, że czasem nie pamiętałeś w ogóle obozu, jaki właśnie zakończyłeś.


Schematy treningowe, czy wygrałeś, czy przegrałeś, pozostawały takie same. Z czasem podejrzliwość do zawodników się zwiększała, próbowano dalej podwyższać obciążenia treningowe i presję na wypełnianie tych wszystkich karteluszek i arkuszy, z których niewiele wynikało poza szukaniem „haków”.


Jak było przed Panem Błachnio?

Miałem to szczęście, że zaznałem profesjonalnego podejścia w KN ze strony szkoleniowców Zbigniewa Pacholczyka i Pawła Zagrodnika. Gdzie zasady powołań były z góry jasno ustalone, budżet był bardzo ograniczony (co ciekawe, za Pana Błachnio budżet prawie z dnia na dzień znacząco wzrósł), a mimo tego atmosfera była bardzo pozytywna.

Podsumowanie krótkiego okresu współpracy ze Zbigniewem Pacholczykiem i Pawłem Zagrodnikiem

W okresie lipiec 2017 - kwiecień 2018 dzięki współpracy z KS AZS AWF Wrocław i trenerami KN osiągnąłem to, co na grafice. Co się stało na Mistrzostwach Europy w 2018 roku?


Popełniłem błąd i była to wyłącznie moja wina, subiektywnie sportowo czułem się wtedy najlepiej w swojej karierze, a na 6 dni przed startem, z powodu swojej nieuwagi, skręciłem lewy staw skokowy. Do Izraela wyleciałem z urazem i potrzebą regulacji masy ciała „najlepiej bez obciążania stawu skokowego”, co przełożyło się na rozkojarzenie w walce i (prawdopodobne) odwodnienie.


4. Myśl końcowa

Formalnie wszystko się zgadza

Nie mam żadnych wątpliwości, że „na papierze” broni się wszystko — testy, analizy, doświadczenie szkoleniowców, perspektywiczność jednych i brak rokowań drugich. Tylko w życiu się niewiele zgadzało.


Przecież uruchomienie BIP to nie jest przypadek, w Kodeksie dobrego zarządzania dla polskich związków sportowych znajduje się też zapis o bezwzględnie wiążących wytycznych dotyczących funkcjonowania w PZS Komisji Zawodniczej i Rady Trenerskiej. Jak czytamy dalej: „Trenerzy i zawodnicy powinni posiadać w strukturze PZS swoje przedstawicielstwo, a wszelkie dotyczące ich decyzje powinny być podejmowane po konsultacjach z zainteresowanymi środowiskami. Dotyczy to przede wszystkim decyzji strategicznych, odnoszących się do kierunków rozwoju danego sportu, a także indywidualnych decyzji szkoleniowych. [...]

Powszechne zdziwienie

Skala wyparcia tego, o czym mówią zawodnicy i trenerzy jest tak ogromna, że sprawia wrażenie, że Zarząd Polskiego Związku Judo i Sztab Szkoleniowy był właściwie nieświadomy istniejącej sytuacji. W innym wypadku przecież musiałoby to oznaczać budzącą niesmak czystą kalkulację o reelekcję. Jest mi przykro, że zaskoczone osoby zostały uświadomione w taki sposób — listownie.


Co wynika z listu zawodników i zawodniczek?

Nie wynika bynajmniej to, co zasugerował Pan Błachnio. Zawodnicy i zawodniczki oczekują współpracy, bo bez tego nie da się osiągnąć najwyższego poziomu sportowego na świecie. Zamiast tego podczas kadencji Głównego Trenera KNSiS otrzymali toksyczną atmosferę podejrzeń, pasywno-agresywnych zachowań, narzucanie odgórnych decyzji i „jedynego (nie)słusznego” planu treningowego.


...ale co wspólnego z tym ma obecny Prezes PZJudo?

Błyskawicznie można było odczuć, że Pan Błachnio pozostanie Głównym Trenerem KNSiS, choćby trzeba było wszystkich z kadry wyrzucić i zastąpić ich zawodnikami Gwardii Warszawa. Pan Prezes wiedział o tym, jaka jest sytuacja (co najmniej częściowo) i popierał Pana Błachnio w realizacji jego metodyki treningowej i podejścia do zawodników.


Dlaczego Pan Mirosław Błachnio poleciał do Tokio pomimo tego, że nie wychodził z nikim do walki? Prawdopodobnie spełniał swoje marzenia o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie. Udało się.


Obietnice o „niekandydowaniu w przyszłości” można skwitować uśmiechem, bo rotacja na stanowiskach w Polskim Związku Judo nie jest niczym nowym.

 

5. Zakończenie

Każdy z czytelników musi sam wyrobić sobie zdanie na podstawie subiektywnych opinii. Czytający może zastanowić się, czy bardziej prawdopodobne jest „omamienie” co najmniej 20 czołowych kadrowiczów i ich trenerów klubowych, z zupełnie różnych części Polski i w zróżnicowanym wieku, a do tego wykształconych — tak jak twierdzi Główny Trener KNSiS, czy jednak bardziej prawdopodobne jest, że władza uzależnia równie mocno jak pieniądze, i osoby w Związku zatrudnione robią wszystko, aby przy niej pozostać.


Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę, że Główny Trener KNSiS Pan Mirosław Błachnio po raz pierwszy w swojej trenerskiej karierze objął tak ważne stanowisko i jak przyznaje, nie popełnił przez ten czas żadnego błędu! Oczywiście, w przeciwieństwie do zawodników i „spiskowców” trenerów klubowych, na których błędów spisanie nie wystarczyłoby pewnie tych wszystkich arkuszy, jakie uzupełnialiśmy na cele „analiz”.


Bym zapomniał, Główny Trener KNSiS, przyznał się był [...] winny, że zamiast „poukładać się” z osobami nadającymi ton w KN, starałem się przygotować ich najlepiej jak potrafię i realnie oceniać ich postępy i szanse. Wyznaczać cele i rozliczać z realizacji zadań.[...]”. Skromność, Panie i Panowie!

 

Potrafię rozgraniczyć sprawy prywatne od zawodowych, a Ty?

 

Zdecydowanie bardziej przygotowaną wypowiedź przeczytasz tutaj.

Tą pisałem 2 dni, tamtą 3 miesiące.